Może kogoś zainspiruję do myślenia.
Kiedy w 2009 roku od razu po ślubie, zacząłem tracić wzrok, robiło się dziwnie… 🙂
Czekaliśmy na narodziny córki… w międzyczasie pracując jako techniczny IT i mając na głowie cały zakład PKS z oddziałami, robiło się jeszcze słabiej – jako ślepy IT byłem bezużyteczny…
No ale nic. Bóg dal, Bóg zabrał, jak będzie potrzeba to odda.
(przypis autora: oddał… wszystko jest ok.. czytaj dalej)
Nie wiedzieliśmy co to się odstawia i zaczeliśmy szukać kogoś kto mógłby powiedzieć co to jest, dlaczego tak itp.
Żeby opowiadanie nie było zbyt długie przejdę do skrótu:
- po wielu “specjalistach i badaniach” trafilismy do Pana Profesora Heliodora Kasprzaka, który z kolei pokierował nas do kliniki w Bydgoszczy, (obecnie przyjmuje w Kaliszu – chyba 🙂 )
- tam zrobili badania ale nie było jednoznacznej diagnozy, podali kroplówki, nakarmili, wzrok wrócił. uff…
Po jakimś czasie wzrok mi się tak wyostrzył do tego stopnia, ze obecnie widzę więcej niż większość moich znajomych.
Tu historia dopiero się zaczyna ale już idziemy na skróty.
Po roku, znowu coś. Tym razem rzyganie i brak utrzymania równowagi. Rok później podwójne widzenia i zawroty głowy.
Rok w rok, coś… Aż w końcu zdrętwiała mi jedna część ciała i dłonie (do tego stopnia, że nie potrafiłem utrzymać fajki w ręce 😀 ) – wizyta na Przybyszewskiego w Poznaniu i znowu badania… Tym razem mogą potwierdzić… Stwardnienie rozsiane i włączamy Pana do programu lekowego.
Najpierw się ucieszyłem, że wreszcie mam coś “mojego własnego” XD no i że w końcu po tylu latach udało im się zidentywikować problem.
Zacząłem się dziabać tymi lekami (zastrzyki maszynką taką jak cukrzycy mają w brzuch, uda, ramiona i pośladki ).
Co drugi dzień czułem się jakby przejechało po mnie stado koni. Turbo grypowe objawy.
Kazali mi zajadać do zastrzyków grube dawki przeciwbólowych… co drugi dzień.
Przy okazji były problemy ze snem. Przewalanie się od 22:00 do 5 nad ranem…
W takich warunkach prowadzenie firmy jest awykonalne. (pominę wątki użerania się ze skarbówką, zusem i władzami miasta gdzie bardziej dla nich ważna była misja okradania mieszkańców niż rozwój miasta).
Podjąłem decyzję – zaufam naturze. Do dzisiaj przed snem przyjmuję dawkę marihuany Aurora 22% (sativa). I polecam z całego serca zaufać naturze!
Dzisiaj, jako prezes zarządu spółki Brandt sp. z o.o. chcę abyście przez chwilę się zastanowili, czy nasi przodkowie nie mieli racji, żeby korzystać z darów natury w codziennym życiu?
Przewartościowanie sobie pewnych rzeczy jest ciężkie. Ale jak to mówią c’est la vie! – i okazuje się, że można całkiem spokojnie żyć blisko natury.
Moja Pani doktor prowadząca stwierdziła, że wyniki mam świetne, choroba nie postępuje, drętwienia zniknęły, niech Pan robi dalej to co robi tylko zrezygnować z fajek ^_^
Co robię:
- żegluję,
- saunuję,
- dość często gram w kosza,
- prawie codziennie rano biorę lodowaty prysznic,
- spędzam bardzo dużo czasu w lesie i blisko natury (wieś),
- przyjmuję Cannabis, dorzuciłem od roku mikrodawki amanity i czuję się świetnie,
- chodzę na boso wszędzie gdzie się da 🙂 i mówię całkiem serio…
Dlaczego o tym napisałem u siebie?
Ponieważ moim przeznaczeniem jest inspirowanie ludzi i dzielenie się tym, co dostałem od tego świata… doświadczeniem, które może komuś poprawić życie.
Zdrawiam!
